czwartek, 3 września 2009

Odchudzanie się?

Zawsze myślałam, że w oschudzanie się "bawią się" kobiety. Jednak ostatnio ta kwestia jest równie popularna wśród mężczyzn. Co raz częściej od swoich znajomych-mężczyzn słyszę o tym, że przydałoby się im zrzucić kilka kilogramów nadwagi lub pozbyć się boczków. No cóż, świat się zmienia! ;)
Każdy sposób jest dobry! :) Jedni preferują zaparzać zieloną herbatkę z mlekiem, drudzy - chodzą na siłównię, inni - biegają! Jednak żademu nie przyszło do głowy, że odchudzanie się za pomocą ćwiczeń fizycznych, bez odpowiedniej diety i konsultacji w tym zakresie z lekarzem, nie będzie skuteczne!

czwartek, 27 sierpnia 2009

Pola Raksa

Otóż słynna niegdyś Pola Raksa urodziła się również na Białorusi. Pochodzi z Lidy. Jednak, w odróżnieniu od Czesława Niemena, nie przyznaje się do swoich korzeni. Kilkakrotnie była zapraszana na Zjazdy Lidzian - polaków, ale zawsze odmawiała i nigdy nie przyjechała :(

czwartek, 20 sierpnia 2009

Czesław Niemen


Może mało kto wie, ale na Białorusi urodził się Czesław Niemen w miejscowości, która obecnie nazywa się Stare Wasiliszki. Tam też można zobaczyć dom, w którym mieszkał. Niestety na Białorusi Czesław Niemen jest znany chyba tylko na kresach, dlatego też w jego domie nie ma nawet zrobionego muzem. Chatka jest stara i prawie rozsypuje się.
Pamiętam, że kiedy spyatał mieszkańca tej wsi, gdzie mogę znaleźć dom Niemen, on mi odpowiedział: "A co wy w Polsce innych gwiazd nie macie?". Ale oczywiście wskazał dom! :)
Dom Niemena zdobi jedynie wianek, który został ufundowany przez Towarzystwo Polskie Ziemi Lidzkiej.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Białoruś ...


Białoruś może człowieka zadziwić czystością i zachowanymi pomnikami architektury. Przykładowo, centrum Mińska wygląda jak sprzed wojny. Chyba nawet można stwierdzić, że w tym mieście komponują się i wzajemnie uzupełniają się różne kierunki w architekturze, w tym socrealizm. Jest to zadziwiające, to miasto w ogóle nie przypomina pozostałą Białoruś! Nie ma na Białorusi drugiego takiego miasta! Zawsze uważałam, że w tym mieście mogłabym zamieszkać!

czwartek, 6 sierpnia 2009

Białoruś wita

Kto pojedzie na Białoruś niewątpliwie będzie zaskoczony! Kraj ten bowiem łączy w sobie dziwnie system podobny do tego, który funkcjonował w czasach PRL w Polsce ("nietypowy" ustrój polityczny i specyficzny model gospodarki) oraz kapitalizm, chociaż nieco ograniczony ustrojem politycznym. Jest to mieszanka nieco wybuchowa, ale jak praktyka pokazuje na pewnych płaszczyznach może być skuteczna! Oczywiście nie zamierzam tutaj mówić o uprawianej polityce, ten temat pozostawiam innym... ;)
Białoruś od razu każdego przywita szerokimi drogami, które są na tyle szerokie i dobre, że jazda sprawia przyjemność! Na autostradach białoruskich nie stoi się w korkach tylko dla tego, że jest remont drogi. Jeżeli jest np. ograniczenie do 100 km/h, to możemy mieć pewność, że z taką prędkością pokonamy 90% odcinka drogi pomiędzy jednym miastem i drugim (pod warunkiem, że poruszamy się głównymi drogami Białorusi). Oczywiście, ten kto nie boi się mandatów i szybkiej jazdy może trochę poszaleć, ponieważ natężenie ruchu jest stanowczo mniejsze niż w Polsce! Również cechą godną podziwu jest kultura jazdy, która panuje na białoruskich drogach.
Kolejna rzecz, która niewątpliwie każdemu od razu rzuci się w oczy, to jest czystość. Na Białorusi jest wyjątkowo czysto! Codzienno rano cała "armia" ludzi pracuje nad tym, żeby utrzymać porządek i estetyczny wygląd ulic miast i miasteczek.

środa, 5 sierpnia 2009

Dla tych, którzy wybierają się na Białoruś


Wielu osobom Białoruś bardzo często kojarzy się z Rosją i Ukrainą. Dlatego też powstają pewne dziwne historie na temat tego kraju, które w większości przypadków są nieprawdziwe. Dla przykładu, każdy kto wybiera się na Białoruś swoim autem na pewno tysiące razy usłyszy tego typu zdania: "Swoim autem, oszalałeś! A masz dużo kasy? Non stop będziesz tylko płacił łapówki policji!", "Będą ciebie zaptrzymywać każde 100 metrów, zobaczysz!" Otóż nic bardziej mylnego! Nie należy takim osobom wierzyć! Może i jest tak na Ukrainie, ale na Białorusi raczej z tym się nie spotkamy! Kilka razy byliśmy ze znajomi własnym autem na Białorusi. Nikt od nas nie chciał żadnych łapówek!
Kolejnym mitem jest słynna prezerwatywa w apteczce w samochodzie! Owszem, jadąc na Białoruś musimy posiadać apteczkę w samochodzie, ale prezerwatywa w niej nie jest konieczna, chyba że ktoś potrzebuje. :) Jest to wymóg rosyjski, a nie białoruski!
Wybierając się na Białoruś warto pamiętać o pewnych istotnych kwestiach:
1. Żeby wyjechać na Białoruś jest potrzebna wiza. Wizy są wydawane od 3 do 5 dni roboczych w Ambasadzie i Konsulatach białoruskich, ktore znajdują się na terenie Polski. Jeśli nie jeśteśmy politykiem i nigdy nam nie odmówiono wizy do tego kraju, nie powinniśmy mieć żadnych kłópotów z jej otrzymaniem. Musimy tylko poprawnie wypełnić wniosek wizowy, dołączyć do niego zdjęcie i zapłacić odpowiednią kwotę. Opłaty za wizy są przyjmowane w EURO. Uwaga! Pieniążki nie mogą być podarte, zniszczone i muszą być papierowe. Jeżeli w mieście, w którym mieszkamy nie ma konsulatu białoruskiego, a my nie chcemy tracić kolejnych dni urlopu na załatwianie formalności, możemy o to poprosić swoich znajomych :). Musimy tylko do wymaganych dokumentów dołączyć upoważnienie. Jest to niewątpliwe ułatwienie!
2. Żeby wyjechać na Białoruś, należy wykupić ubezpieczenie firmy Europa, którego koszt nie powinien pzrekroczyć 30 zł, jeżeli planujemy pobyt od 7 do 9 dni.
3. Wyjeżdzając na Białoruś samochodem nie powinniśmy zapomnieć o zielonej karcie, którą dostaniemy od swojego ubezpieczyciela samochodu za darmo, i apteczce ze standardowym jej wyposażeniem.
4. Przekroczenie granicy również nie powinno sprawić większych kłopotów. Warto tutaj podkreślić, że należy zwracać uwagę na oznakowanie. Np. po polskiej stronie, jest kilka przejść dla samochodów osobowych, a jedno z nich jest dla obywateli UE, co w praktyce oznacza, że jest mniej ruchliwe, ponieważ tzw. "mrówki" z Białorusi nie mogą nim przejechać. Z kolei po stronie Białoruskiej są pzrejścia ze światłem czerwonym i zielonym. Światło czerwone oznacza, że podlegasz kontroli celnej i musisz zadeklarować pzrewożone towary (wypełnić deklarację, która jest w języku rosyjskim), a światło zielone oznacza, że nie podlegasz kontroli i nic nie pzrewozisz. Więc jak ktoś jedzie jako turysta może nawet nie być sprawdzony.
5. Wyjeżdzając na dłużej niż 3 dni, musimy pamiętać o obowiązku zameldowania się. Jest to ważne! Nawet pzrekraczając granicę zostaniemy porpszeni o wskazanie adresu naszego przyszłego pobytu i zameldowania się. Zatem jeżeli planujemy zamieszkać u znajomych, musimy ich poprosić o zameldowanie, które można zrobić w specjalnym dziale paszportowym milicji. Zameldowanie jest płatne. Idąc po zameldowanie musimy ze sobą zabrać swoje paszporty, kwitek z granicy oraz ubezpieczenie.
Co grozi za niezameldowanie się? Dla niektórych może to być nic wielkiego - tylko mandacik ;)! Ale uwaga, może to być nawet 700 $ za jeden dzień pobytu bez zameldowania. Ale oczywiście, celnicy tez ludzie i raczej wypuszczą z Białorusi wsyztskich tych, którzy powiedzą że nie wiedzieli i im jakoś to umknęło!

wtorek, 21 lipca 2009

Teoria o wyginięciu mężczyzn

Któregoś pięknego dnia, rano przed pracą oglądałam telewizję - jakiś rosyjski poranny program typu Dzień dobry... W pewnym momencie porgramu została zapreznetowana teoria, która głosiła, że za 137 lat, oczywiście mniej więcej, nie będzie żadnego faceta na planecie, ponieważ wszyscy wyginą! Ja do takich rzeczy podchodzę z uśmiechem na twarzy, ale ... przecież nigdy nie wiadomo!
Zdaniem naukowców-twórców teorii, mężczyźni stają się coraz słabsi, a kobiety coraz silniejsze. Mężczyźni są bardziej podatni na choroby, stres niż kobiety. I to podobno choroby mają całkowicie zgładzić mężczyzn.
No coż całość brzmi jak fantastyka naukowa, ale jeżeli okaże się prawdą za prawie 140 lat, co wtedy zrobią kobiety? Jak będą sobie radzić?
Jetem bardzo ciekawa tego, w jaki sposób świat prezentowałby się bez mężczyzn?






czwartek, 16 lipca 2009

Z badań ...

Nie tak dawno pisałam raport z kolejnych badań. Poprosiłam ankieterów, żeby sporządzili krótkie notatki na temat pzrebiegu badań. Dostałam więc kilkadziesiąt notatek, które w połączeniu z neiktórymi wypowiedziami respondentów doprowadziły do następujących wniosków:

Warunki przeprowadzenia badań były nieraz trudne, a czasami nawet wiązały się z dramatycznymi wydarzeniami… „Zazwyczaj ciężko było o osobne pokoje”, a jak już się pojawiały, to były to „pokoje pracowników na zwolnieniu chorobowym”… Cóż, praca w urzędzie okazała się ciężka i nie do zniesienia przez pracowników. Ankieterzy przychodzący do urzędu byli jedynymi osobami, którym urzędnicy mogli się poskarżyć „na temat przeciążenia pracą”, a „zgłoszenie tego faktu było traktowane jako deska ratunku i szansa na znalezienie upustu skrywanym emocjom”. Może zatem w poszczególnych opisach do naborów na stanowiska urzędnicze powinna pojawić się kategoria: silne nerwy i wytrzymały charakter? Chociaż ucierpieć na tym może polska służba zdrowia…

Tak zapracowani pracownicy mieli trudności nie tylko z odpowiadaniem na poszczególne pytania, ale także „trudności w spojrzeniu na pracę gminy nie z perspektywy własnego podwórka, ale z lotu ptaka. W kilku przypadkach było to nawet niewykonalne”.

Przez ankieterów zauważone zostały też zależności nieco kosmiczne, miedzy innymi taka, że „najmniej sprzyjającym do przeprowadzenia wywiadów dniem jest poniedziałek”. Może układ tarota jest nieodpowiedni w poniedziałek, a może gwiazda rokująca dobrze dla badań w poniedziałki zachodzi za orbitę? Dane zjawisko pozostaje nadal niewyjaśnione…

Cóż, ankieterzy uczestniczący w badaniach przejawiali swoją błyskotliwość we wszystkim, a niektórym nawet zdarzyło się nie tylko często dopytywać zmęczonych pracą urzędników, ale nawet i „rozwijać ich myśli”. Pewnie są to zdolności nadprzyrodzone, z przykrością oświadczam, że ja takich nie posiadam L

No i cóż się dziwić, że biedni, przemęczeni pracownicy, oczywiście z pomocą ankieterką, chcą się doszkalać z „egzekucji, estetyki zawodowej, drzew i krzew w świetle zadań gminy” oraz chcą koniecznie uczestniczyć w „treningu zastępowania agresji”. Przecież w urzędach wszystko jest traktowane „po macoszemu”, a tutaj takie szkolenia? Ale taką sytuację tłumaczy nam od razu Pani sekretarz jednego z urzędów wspominając o tym, że „w słabszych, nie rokujących pracowników się nie inwestuje”! Inny z sekretarzy chce wysyłać na szkolenia tylko i wyłącznie „pracowników skrzywionych przez dawny system”. Może to i jest jakieś rozwiązanie? Chociaż nie wiem, czy jest pomocne, przecież ci pracownicy za swój kolejny etap awansu i rozwoju zawodowego wskazują pójście na emeryturę. A po za tym, jak tutaj wysłać pracowników na szkolenie, skoro „jeżeli 4-5 osób zabraknie, to będzie paraliż urzędu!”

A co z innymi formami dokształcania się? Wydaje się, że pracownicy już są tak znużeni pracą, co najmniej w oczach naszych ankieterów i swoich przełożonych, że „nie ma sensu dofinansowywać im studia”, bo i tak „wybiorą studia i kierunki, gdzie jest łatwiej, gdzie jest im bliżej albo w temacie, który nie jest szczególnie w urzędzie potrzebny!” Ciekawe, jakie są tematy w urzędach niepotrzebne? A może odpowiedź kryje się w czymś innym? W mniemaniu jednego z sekretarzy studia dają tylko „książkową wiedzę”, a co za tym idzie „niekoniecznie są potrzebne” dla pracowników urzędów. W niektórych urzędach kwoty „przeznaczone na szkolenia są zbyt małe, że wszyscy pracownicy muszą ograniczać swoje aspiracje szkoleniowe”, a o studiach nie warto nawet wspominać… No więc i wyszło, że najlepszą forma dokształcania się poza szkoleniami, jest „samokształcenie we własnym zakresie”.

środa, 15 lipca 2009

Gabinecik czy Sypialnia

W pracy, jak to w pracy, różne dyskusje mają miejsce, szcególnie w porze obiadowej lub podczas śniadania.
Tym razem było podobnie ...

Od kilku dni w naszej "kuchni pracowniczej" toczy się dyskusja odśnie poglądów na temat funkcjonalności mieszk
ania. Otóż jeden z moich ukochanych kolegów wymyślił, że chce mieć swój własny gabineciek w dwópokojowym mieskzaniu, które wynajmuje wraz ze swoją dziewczyną.

Ja, oczywiście, solidaryzując się z jego wybranką, uważam, że nie możliwości przyznaczenia całego jednego pokoju na gabinecik. I pewnie ze mną zgodzi się każda kobieta! ;)
Z kolei męska część pracowników firmy uważa, że gabinet jest niezbędny! Ale oczywiście zaznaczają, że nasz kolega jest już na "starcie" na pozycji przegranej, ponieważ żadna kobieta na takie rozwiązanie nie zgodzi się. Z mojego punktu widzenia sprawa jest oczywista - "gabinecikom" można mówić "TAK", ale w nieco większych mieszkaniach!

Jak na razie spór toczy się dalej... a tym czasem, nasz kolega wymyśla, jakiego typu zabezpieczenia będzie stosować przy wejściu do swojej "oazy ciszy i pracy". Ostatnim pomysłem, który udało mi się zasłyszeć, było ustanowienie sygnalizacji świetlnej, jak na przejściu dla pieszych ;)
Ciekawa jestem czy ten pomysł sprawdzi się?

A może niebawem upadnie też idea "Gabineciku"?

Kto będzie bardziej stanowczy - kobieta czy mężczyzna?


Ciąg dalszy nastąpi ....