Któregoś pięknego dnia, rano przed pracą oglądałam telewizję - jakiś rosyjski poranny program typu Dzień dobry... W pewnym momencie porgramu została zapreznetowana teoria, która głosiła, że za 137 lat, oczywiście mniej więcej, nie będzie żadnego faceta na planecie, ponieważ wszyscy wyginą! Ja do takich rzeczy podchodzę z uśmiechem na twarzy, ale ... przecież nigdy nie wiadomo! Zdaniem naukowców-twórców teorii, mężczyźni stają się coraz słabsi, a kobiety coraz silniejsze. Mężczyźni są bardziej podatni na choroby, stres niż kobiety. I to podobno choroby mają całkowicie zgładzić mężczyzn. No coż całość brzmi jak fantastyka naukowa, ale jeżeli okaże się prawdą za prawie 140 lat, co wtedy zrobią kobiety? Jak będą sobie radzić? Jetem bardzo ciekawa tego, w jaki sposób świat prezentowałby się bez mężczyzn?
Nie tak dawno pisałam raport z kolejnych badań. Poprosiłam ankieterów, żeby sporządzili krótkie notatki na temat pzrebiegu badań. Dostałam więc kilkadziesiąt notatek, które w połączeniu z neiktórymi wypowiedziami respondentów doprowadziły do następujących wniosków:
Warunki przeprowadzenia badań były nieraz trudne, a czasami nawet wiązały się z dramatycznymi wydarzeniami… „Zazwyczaj ciężko było o osobne pokoje”, a jak już się pojawiały, to były to „pokoje pracowników na zwolnieniu chorobowym”… Cóż, praca w urzędzie okazała się ciężka i nie do zniesienia przez pracowników. Ankieterzy przychodzący do urzędu byli jedynymi osobami, którym urzędnicy mogli się poskarżyć „na temat przeciążenia pracą”, a „zgłoszenie tego faktu było traktowane jako deska ratunku i szansa na znalezienie upustu skrywanym emocjom”. Może zatem w poszczególnych opisach do naborów na stanowiska urzędnicze powinna pojawić się kategoria: silne nerwy i wytrzymały charakter? Chociaż ucierpieć na tym może polska służba zdrowia…
Tak zapracowani pracownicy mieli trudności nie tylko z odpowiadaniem na poszczególne pytania, ale także „trudności w spojrzeniu na pracę gminy nie z perspektywy własnego podwórka, ale z lotu ptaka. W kilku przypadkach było to nawet niewykonalne”.
Przez ankieterów zauważone zostały też zależności nieco kosmiczne, miedzy innymi taka, że„najmniej sprzyjającym do przeprowadzenia wywiadów dniem jest poniedziałek”. Może układ tarota jest nieodpowiedni w poniedziałek, a może gwiazda rokująca dobrze dla badań w poniedziałki zachodzi za orbitę? Dane zjawisko pozostaje nadal niewyjaśnione…
Cóż, ankieterzy uczestniczący w badaniach przejawiali swoją błyskotliwość we wszystkim, a niektórym nawet zdarzyło się nie tylko często dopytywać zmęczonych pracą urzędników, ale nawet i „rozwijać ich myśli”. Pewnie są to zdolności nadprzyrodzone, z przykrością oświadczam, że ja takich nie posiadam L
No i cóż się dziwić, że biedni, przemęczeni pracownicy, oczywiście z pomocą ankieterką, chcą się doszkalać z „egzekucji, estetyki zawodowej, drzew i krzew w świetle zadań gminy” oraz chcą koniecznie uczestniczyć w „treningu zastępowania agresji”. Przecież w urzędach wszystko jest traktowane „po macoszemu”, a tutaj takie szkolenia? Ale taką sytuację tłumaczy nam od razu Pani sekretarz jednego z urzędów wspominając o tym, że „w słabszych, nie rokujących pracowników się nie inwestuje”! Inny z sekretarzy chce wysyłać na szkolenia tylko i wyłącznie „pracowników skrzywionych przez dawny system”. Może to i jest jakieś rozwiązanie? Chociaż nie wiem, czy jest pomocne, przecież ci pracownicy za swój kolejny etap awansu i rozwoju zawodowego wskazują pójście na emeryturę. A po za tym, jak tutaj wysłać pracowników na szkolenie, skoro „jeżeli 4-5 osób zabraknie, to będzie paraliż urzędu!”
A co z innymi formami dokształcania się? Wydaje się, że pracownicy już są tak znużeni pracą, co najmniej w oczach naszych ankieterów i swoich przełożonych, że „nie ma sensu dofinansowywać im studia”, bo i tak „wybiorą studia i kierunki, gdzie jest łatwiej, gdzie jest im bliżej albo w temacie, który nie jest szczególnie w urzędzie potrzebny!” Ciekawe, jakie są tematy w urzędach niepotrzebne? A może odpowiedź kryje się w czymś innym? W mniemaniu jednego z sekretarzy studia dają tylko „książkową wiedzę”, a co za tym idzie „niekoniecznie są potrzebne” dla pracowników urzędów. W niektórych urzędach kwoty „przeznaczone na szkolenia są zbyt małe, że wszyscy pracownicy muszą ograniczać swoje aspiracje szkoleniowe”, a o studiach nie warto nawet wspominać… No więc i wyszło, że najlepszą forma dokształcania się poza szkoleniami, jest „samokształcenie we własnym zakresie”.
W pracy, jak to w pracy, różne dyskusje mają miejsce, szcególnie w porze obiadowej lub podczas śniadania. Tym razem było podobnie ...
Od kilku dni w naszej "kuchni pracowniczej" toczy się dyskusja odśnie poglądów na temat funkcjonalności mieszkania. Otóż jeden z moich ukochanych kolegów wymyślił, że chce mieć swój własny gabineciek w dwópokojowym mieskzaniu, które wynajmuje wraz ze swoją dziewczyną.
Ja, oczywiście, solidaryzując się z jego wybranką, uważam, że nie możliwości przyznaczenia całego jednego pokoju na gabinecik. I pewnie ze mną zgodzi się każda kobieta! ;) Z kolei męska część pracowników firmy uważa, że gabinet jest niezbędny! Ale oczywiście zaznaczają, że nasz kolega jest już na "starcie" na pozycji przegranej, ponieważ żadna kobieta na takie rozwiązanie nie zgodzi się. Z mojego punktu widzenia sprawa jest oczywista - "gabinecikom" można mówić "TAK", ale w nieco większych mieszkaniach!
Jak na razie spór toczy się dalej... a tym czasem, nasz kolega wymyśla, jakiego typu zabezpieczenia będzie stosować przy wejściu do swojej "oazy ciszy i pracy". Ostatnim pomysłem, który udało mi się zasłyszeć, było ustanowienie sygnalizacji świetlnej, jak na przejściu dla pieszych ;) Ciekawa jestem czy ten pomysł sprawdzi się?
A może niebawem upadnie też idea "Gabineciku"?
Kto będzie bardziej stanowczy - kobieta czy mężczyzna?